Losowe zdjęcie
Wydarzenia
pozostało do końca roku szkolnego 2017/2018. ZAPOWIEDŹ WYDARZEŃ: 30 września - Dzień Chłopaka. Kontakt: spigchlewo@wp.pl, chlewo@o2.pl, telefon: (43)3330453
Statystyka
199084
DzisiajDzisiaj178
WczorajWczoraj159
W tygodniuW tygodniu337
W miesiącuW miesiącu3972
WszystkieWszystkie199084
Facebook
lut
08
2016
Wpisany przez Administrator Poprawiony (16 maja 2016)
PDFDrukujEmail
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

 

Kącik literacki

Zapraszamy uczniów Zespołu Szkół w Chlewie do publikowania swojej twórczości poetyckiej i prozatorskiej. Osoby, które lubią pisać wiersze, opowiadania, bajki, recenzje i inne formy wypowiedzi, mają szansę, aby ujawnić i zaprezentować swoją twórczość. Jeśli chcecie, aby Wasza praca została umieszczona na stronie internetowej naszej szkoły, to napiszcie ją w formacie Word i przekażcie w wersji elektronicznej nauczycielowi języka polskiego.

Koło Redakcyjne

Siemanko!


 


 

SPRAWOZDANIE Z  KONKURSU LITERACKIEGO

 

Celem konkurs literackiego organizowanego w Zespole Szkół w Chlewie  była popularyzacja czytelnictwa oraz zachęcenie utalentowanych uczniów do pisania i prezentowania własnych umiejętności literackich. Konkurs odbył się w dwóch kategoriach.          Gimnazjaliści mieli do wyboru następujące tematy:

1. Jesteś dziennikarzem koła redakcyjnego. Przeprowadź wywiad z Marią Dąbrowską, w którym odwołasz się do jej twórczości (Boże Narodzenie, Pies, Marcin Kozera), biografii oraz relacji rodzinnych i powiązań z naszym regionem.

2. Napisz kartkę z pamiętnika Marii Dąbrowskiej, w której wykorzystasz wiedzę zdobytą na temat pisarki.

Zadaniem uczniów szkoły podstawowej było napisanie bajki na dowolny temat i wykonanie do niej ilustracji. Tematyka bajek była dowolna, utwory mogły reprezentować dowolny rodzaj literacki.

Poziom prac konkursowych był bardzo wysoki. Organizatorzy konkursu docenili oryginalność, umiejętności literackie, kreatywność oraz zdolności plastyczne. Jury brało pod uwagę obecność morału w bajkach. Przesłanie niektórych utworów świadczyło o twórczym myśleniu autorów.

Jury wyłoniło dwie najlepsze prace z każdej kategorii wiekowej, tj. kl. IV-VI szkoły podstawowej i I-III gimnazjum.

 

Finalistami konkursu zostali:

- Paulina Wachowska z kl. IV szkoły podstawowej

- Jakub Zdobych z kl. II gimnazjum

 

Wyróżnienia otrzymali:

  1. Adam Szewczyk z kl. IV szkoły podstawowej
  2. Agnieszka Dziedzic z kl. V szkoły podstawowej

 

Laureaci konkursu otrzymają nagrody książkowe oraz dyplomy, a wyróżnione osoby nagrody pocieszenia. Wyłonione prace zostały opublikowane na stronie internetowej szkoły, w kąciku literackim.

 


 

Chlewo, 28.04.2016 r.

Klaudia Filipczak kl. II gimnazjum

„Ja i czereśnie”

Dzisiejszy dzień był wyjątkowo udany. Po blisko dwutygodniowym, monotonnym i wypełnionym pracą czasie nastąpiła miła odmiana.

Rano otrzymałam od mojej przyjaciółki propozycję, abyśmy zrobiły sobie wycieczkę rowerową do pobliskiego, dzikiego sadu, w którym rosną okazałe czereśniowe drzewa. Bez zastanowienia zgodziłam się na jej pomysł i nie mogłam doczekać się spotkania. Gdy nadeszła wyczekiwana przeze mnie godzina wyjazdu, z radością udałam się do wyznaczonego miejsca zbiórki. Po pełnym śmiechu i uścisków powitaniu razem z Weroniką ruszyłyśmy do bajkowego sadu.  Podróż minęła nam szybko, ponieważ nieustannie żartowałyśmy i opowiadałyśmy sobie, jak dotychczas spędziłyśmy wolny czas. Weronika o wiele lepiej wkroczyła w tegoroczne wakacje, gdyż przez tydzień wylegiwała się na złotych piaskach Egiptu. Po dotarciu na miejsce zaniemówiłam. Sad, odkąd ostatni raz tam byłam, bardzo się zmienił. Przywitały nas okazałe, pełne różowoczerwonych czereśni drzewa, które karmiły samym widokiem. W głębi, na polance znajdował się staw o niebieskiej, przejrzystej wodzie, która wręcz błagała, aby do niej wskoczyć. Dodatkowo urokowi temu miejscu nadawały popołudniowe promienie słońca, przedzierające się przez korony drzew i migoczące na owocach i liściach. Staw wyglądał niczym lustro odbijające nieskalany i niezgłębiony błękit nieba.

- Tu jest jak w raju, tylko że nie kuszą nas jabłka a czereśnie! - powiedziała Weronika i pobiegła w stronę stawu. Ruszyłam za nią, lecz ona zatrzymała się nagle, a ja niemal na nią wpadłam.

- O co chodzi? - zapytałam zaskoczona.

- Spójrz tam – powiedziała i wskazała ręką kierunek, w którym mam spojrzeć.

To, co zobaczyłam jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że tu jest niczym w raju, bajce i miejscu stworzonym przez pisarza książek fantastycznych o tak bujnej wyobraźni, która przewyższa wszystkich ludzi mieszkających na Ziemi. Ujrzałam postacie z powieści fantastycznych: byli tam Clary i Jace z serii „Dary Anioła”, Katniss i Peeta z „Igrzysk Śmierci”, Harry Potter oraz Tris i Tobias z serii „Niezgodna”. Pierwszą rzeczą, którą przyszła mi na myśl było to, że w końcu poznam moich idoli z kochanych przez mnie książek. Przypuszczam, że Weronika myślała o tym samym co ja, gdyż ruszyła pędem w ich stronę. Lecz mi intuicja podpowiadała, żeby zatrzymać rozradowaną przyjaciółkę, co też zrobiłam. Ona posłała mi pełne wyrzutu i zdumienia spojrzenie, a ja powiedziałam bezgłośnie, abyśmy chwilę posłuchały ich rozmowy i dopiero ujawniły się.

- Jak w ogóle mogło do tego dojść?! Przecież granica była pilnowana za dnia i nocy - powiedziała zdumiona Clary.

- Widzisz, tak to jest, kiedy niewłaściwe osoby zajmują się czymś ważnym. Od początku mówiłem, że ochrona magicznych wymiarów nie powinna spoczywać w rękach jakiejś rozwydrzonej bandy Czarodziejów! Jedynie Nocni Łowcy są w stanie pełnić ten obowiązek! - odpowiedział Jace, po czym rzucił miażdżące spojrzenie w kierunku Harry’ego.

- Znalazł się!- zaczął Harry - wielki obrońca uciśnionych! Już ja bym widział Ciebie w roli strażnika! Uciekałbyś w popłochu, żeby tylko nie zranić tej swojej ślicznej buźki!

- Ha Potter! Wiedziałem, że Ci się podobam! Nie ma takiej osoby, która oparłaby się mojemu urokowi!

- Osoby na pewno nie, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie byłby w stanie Cię znieść, panienko - rzuciła Katniss, a po chwili dodała:                                                                                  - Lepiej zostawcie na później swoje miłosne pogaduszki, bo mamy gości.

W tym momencie poszybowała w naszą stronę strzała, która utkwiła głęboko w drzewie za naszymi plecami. Czułam się, jakby zaraz serce miałoby mi wyskoczyć z piersi, natomiast stojąca obok mnie Weronika była blada jak ściana i bałam się, że zemdleje. Usłyszałam głos Katniss:

- Sami tu podejdziecie, czy potrzebujecie specjalnego zaproszenia?

- Nie tak ostro, Ognista Dziewczyno - powiedziała Tris i dodała: podejdźcie tu.          Ruszyłyśmy w ich stronę, a w naszych żyłach krążył niczym trucizna strach, lecz cały czas byłyśmy gotowe do ucieczki.

- Tylko spróbujcie uciekać, a obiecuję, że nie zawaham się użyć łuku – powiedziała jakby na złość Katniss .

Wszystkie oczy zwrócone były na nas, a my nie byłyśmy w stanie powiedzieć nawet słowa.

- Jak macie na imię i dlaczego nas podsłuchiwałyście?  Od kogo wiedziałyście, że tu dziś będziemy? Kto zlecił wam atak na nasze wymiary? - pytał bez przerwy Tobias.

Stałyśmy oszołomione i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że oczekują odpowiedzi, a lepiej nie nadwyrężać ich cierpliwości dodatkowym czekaniem. Weronika tępo patrzyła się na uśmiechniętego Jace’a, a ja zrozumiałam, że to na mnie spadł ciężar odpowiedzi na wszystkie pytania.

- Jestem Klaudia a to jest Weronika - zaczęłam nieśmiało - przyjechałyśmy tu po prostu, aby pobyć wspólnie, odpocząć oraz zjeść trochę czereśni. Nie spodziewałyśmy się, że kogoś tu spotkamy, gdyż nieczęsto ktoś tu przyjeżdża. Tym bardziej zdziwione jesteśmy waszą obecnością, gdyż jesteście postaciami z naszych ulubionych książek…

- Zaraz, zaraz - przerwał Peeta - książek?! Przecież my nie jesteśmy fikcyjnymi postaciami. Żyjemy w różnych wymiarach, ale to o was jako o niebezpiecznych, ziemskich stworzeniach są pisane książki! Teraz dowiedzieliśmy się, że odkryto przejście do naszego świata, a w ten sposób tracimy energię, która nas chroni i od was oddziela. Grozi nam niebezpieczeństwo a nawet śmierć, a ty dziewczyno mówisz nam, że jesteśmy książkowymi postaciami?! Nic nie rozumiem!

- No i pięknie! Wszystko im powiedział! Teraz się domyślą, że im więcej osób będzie przychodzić do Granicznego Sadu, tym większe szansę na naszą zgubę! - wykrzyczał Jace i gdy tylko zorientował się, co powiedział jego twarz przybrała odcień bardzo dojrzałej wiśni.

- Zadowoleni jesteście?! - powiedziała Clary - Teraz już po nas! To koniec!

- Ale przecież my nic nie powiemy! – ogłosiłyśmy równocześnie.

W odpowiedzi wszyscy zwrócili ku nas swoje zdumione twarze, a Tris zapytała:

- Naprawdę nie wydacie naszej tajemnicy?

- Ale ty jesteś naiwna. Nie można im wierzyć - szepnęła groźnie Katniss – Trzeba je zabić zanim będzie za późno.

- Przecież my nic nie zrobiłyśmy!- krzyknęłam - Za to, że dowiedziałyśmy się o waszym świecie, a przy okazji jak go unicestwić, to wy ponosicie winę! Gdybyście działali wspólnie i ciągle się nie kłócili, znaleźlibyście sposób, jak zakończyć to wszystko!

Gdy to powiedziałam umilkłam przestraszona i zdziwiona własną szczerością. Po chwili usłyszałam niepewny głos mojej przyjaciółki:

- Może my mogłybyśmy jakoś pomóc?

- W zasadzie, to tak - odpowiedział niepewnie Tobias, a reszta posłała mu zdziwione spojrzenia - Już wyjaśniam. Czytałem ostatnio w księdze, że jeśli znajdziemy Czereśnię Dnia i Nocy, a o północy wrzucimy ją do Lustrzanego Stawu przejście zostanie zamknięte, a my będziemy bezpieczni. Warunek jest jeden; zerwać i wrzucić do stawu czereśnie może tylko ziemskie stworzenie. Gdy to powiedział wymieniłyśmy między sobą porozumiewawcze spojrzenie i odpowiedziałam:

- Zrobimy to! Jeśli będziemy działać wspólnie, damy radę.

Najpierw na ich twarzach widziałam nieufność i wrogość wobec nas, lecz po chwili, gdy zrozumieli, że nie ma innej możliwości, aby ocalić ich świat, zgodzili się.

Usiedliśmy na miękkiej trawie, a Weronika zapytała:

- Powiedziałeś, że musimy zaleźć Czereśnię Dnia i Nocy. A jak ona wygląda? Czy znacie może jakieś wskazówki, jak ją znaleźć?

- No właśnie – wtrąciłam - drzew dwadzieścia, a do północy zostały tylko cztery godziny. Jeśli nie zaczniemy działać, nie zdążymy.

- Wiem tylko, że ta czereśnia jest największa spośród wszystkich, jej ogonek jest ze złota i pilnują jej sadowe wróżki - wyjaśnił Tobias - Więc lepiej zacznijmy szukać.

Po blisko godzinnych poszukiwaniach usłyszałam głos Weroniki:

- Mam, znalazłam! Chodźcie tu, szybko!

- Jest bardzo wysoko - powiedział Harry - To która po nią idzie?

- Ja - i zaczęłam się wspinać.

Gdy już zobaczyłam owoc i wyciągnęłam po niego rękę, pojawiła się przede mną postać o wyglądzie Dzwoneczka z „Piotrusia Pana”. Chciałam szybko zerwać owoc i uciec, lecz wróżka okazała się sprytniejsza i odtrąciła moją rękę. Gdy skończyła mi się przyglądać powiedziała:

- Jeśli chcesz zerwać Czereśnię Dnia i Nocy, najpierw musisz rozwiązać moją zagadkę. Jeśli Ci się nie uda odejdziesz i nie będziesz więcej próbować. Z ociąganiem pokiwałam twierdząco głową i zaczęłam słuchać zagadki:

- Co jest wszystkim dla jednego człowieka, lecz niczym dla wszystkich?

Gdy wróżka skończyła mówić ogarnęła mnie panika. Zagadka okazała się trudniejsza niż myślałam. Najważniejsze to myśleć trzeźwo i oczyścić umysł. Umysł, no tak!

- To umysł! - wykrzyknęłam szczęśliwa.

Wróżka była szczerze zdziwiona, że udało mi się odgadnąć jej zagadkę. Powiedziała tylko „gratulację” i już jej nie było. Pośpiesznie zerwałam moją zdobycz i zeszłam z drzewa.

- Dlaczego byłaś tam tak długo? Już prawie północ! - krzyknęła Tris - Pospieszmy się.

Zdziwiona, że spędziłam na drzewie tak dużo czasu, popędziłam z wszystkimi w stronę stawu.

-Wrzucaj! Szybko!- krzyknął Jace.

Byłam kilka kroków od celu, kiedy potknęłam się o wystający z ziemi korzeń. Na szczęście Weronika zachowała zimną krew, podbiegła do mnie, zabrała owoc i w ostatniej chwili wrzuciła go do stawu. Wtedy otworzyło się magiczne przejście. Powstał ogromny chaos i zerwał się silny wiatr. Nasi towarzysze krzyknęli do nas, że są nam bardzo wdzięczni i nigdy o nas nie zapomną. Potem zniknęli.

W sadzie pozostałyśmy do samego rana. Rozmyślałyśmy o niezwykłej przygodzie i jadłyśmy czereśnie.

Od tamtego wydarzenia minęło już sporo czasu, lecz ja nigdy nie zapomnę tego dnia i w każdej wolnej chwili będę odwiedzać Graniczny Sad. Może któregoś dnia wróżka zada mi koleją ze swoich zagadek.

 


 

 

13  XI  1945 Wtorek

WSPOMNIENIA

 

Moja matka, Ludomira z Gałczyńskich, poznała Józefa Szumskiego podczas wakacji w majątku Kluczbork pod Mławą. W tym czasie był on zarządcą tamtych ziem i byłym powstańcem styczniowym z 1863 roku. Pobrali się w 1884 roku w Warszawie, a w 1889 osiedli w Russowie koło Kalisza, gdzie  przyszłam na świat 6 października tegoż roku. Tam też się wychowałam. W moim  domu zawsze panowała niezwykle rodzinna i ciepła atmosfera. Rodzice zapewnili mi dobre wykształcenie, najpierw na pensji Heleny Semadeniowej w Kaliszu, potem w rosyjskim gimnazjum żeńskim i na pensji Pauliny Hewelke w Warszawie. Później  kolejno były nauki przyrodnicze, socjologia i ekonomia w Lozannie i w Brukseli. Po powrocie do kraju otrzymałam pracę jako nauczycielka geografii w Kaliszu, a był to rok 1910.  W Brukseli  poznałam mojego przyszłego męża Mariana Dąbrowskiego, z którym w 1911 wzięłam ślub. Jesienią tegoż roku rodzice sprzedali majątek w Poklękowie, by zakupić niedaleko Błaszek posiadłość Wojsławice w powiecie sieradzkim. 16 lutego 1912 zmarł mój ojciec na zapalenie płuc. Nie zdążyłam się z nim zobaczyć przed śmiercią. Ojciec został pochowany na cmentarzu w parafii św. Benedykta Opata w Chlewie w gminie Goszczanów.  Matka podjęła decyzję o sprzedaży Wojsławic i tak się stało. Na grobie ojca nie byłam aż do lat dwudziestych. Wtedy też nie poznałam miejsca, w którym go pochowano.  Cmentarz niegdyś pełen drzew, zamienił się w pustkowie.  Smutne miejsce ograbione z płotów przez  biedotę. Zapamiętałam to miejsce jako osłonięte pięknymi akacjami i krzewami dzikiej róży. Nic tego nie przypominało, dlatego posadziliśmy dookoła kamienia przywiezione rośliny. U tamtejszego proboszcza opłaciliśmy naprawę ogrodzenia i opiekę nad tą mogiłą. Wtedy też postanowiliśmy, że jak tylko finanse pozwolą, założymy nową płytę i dodamy napis  „powstaniec z 1863 roku”.  Niestety tej obietnicy nikt z nas nie dotrzymał. We wrześniu 1925 roku  zmarł nagle  mój mąż podczas pobytu na kuracji w Kosowie. W marcu 1928 odwiedziłam ponownie ziemię łódzką, szczególnie podobał mi się Piotrków. Widziałam nowe hale targowe na wspaniałym rozległym placu,  jak w jakiejś wspaniałej stolicy.  Wtedy  też odwiedziłam swoich przyjaciół Barbarę i Lucjana Niemyckich w majątku Piorunów blisko Kwiatkowic, gdzie redagowałam pierwsze rozdziały „Nocy i dni”.  Jednocześnie ciężko pracowałam fizycznie przy odstawie owsa i sama nakładałam go szuflą do wagonów na stacji kolejowej w Zduńskiej Woli. W ogrodzie natomiast przesadzałam truskawki. Brałam czynny udział przy sprzedaży ryb ze stawu,  a także przy kupnie krowy.  Była także okazja,  by zwiedzić pobliski Szadek. Tam zafascynowały mnie freski w tamtejszym kościele, które dopiero co zostały wydobyte spod tynku. Ważne miejsce w moim sercu zajęła w owym czasie Samorządowo-Powiatowa Ludowa Żeńska Szkoła Rolnicza im. Jadwigi Dziubińskiej. To właśnie w niej  znalazłam schronienie po upadku powstania warszawskiego. Przy tej okazji warto  także wspomnieć o moich wizytach w Łodzi, Zgierzu i Pabianicach.

W czasie, kiedy pisałam  „Noce i dnie”,  byłam związana uczuciowo ze Stanisławem Stempowskim,  aż do momentu jego śmierci w 1952 roku. Był on wielkim wsparciem dla mnie, zwłaszcza w okresie kończenia utworu. W 1957 roku otrzymałam doktorat honoris  causa Uniwersytetu Warszawskiego, natomiast w 1960 honorowe obywatelstwo Kalisza,  miasta, z którym byłam szczególnie, emocjonalnie związana. Dlatego to je ujęłam jako pierwowzór Kalińca. W  większości  utworów,  które napisałam ukryłam moje życie, przyjaciół , znajomych, miejsca, osoby bliższe i dalsze memu sercu.  To, co jest w  moich utworach  dobre, zawdzięczam przede wszystkim mojej ziemi rodzinnej, ziemi kaliskiej. To właśnie ta  Ziemia kształtowała moje poczucie artystyczne, styl i język mojego całego dorobku artystycznego.  I choć dawno opuściłam kaliskie strony, zawsze będę je kochać i pamiętać o nich z wdzięcznością.  Stąd utwory „Uśmiech dzieciństwa”, „Ludzie stamtąd”, „Dzienniki”. Dla mnie Kalisz jest i na zawsze pozostanie krainą mojego dzieciństwa i młodości. Gdy zamykam oczy  – widzę to najpiękniejsze miasto na świecie. Miasto o najpiękniejszym parku, rzece, ulicach, mostach, po prostu najpiękniejszych nocach i dniach.

Jakub Zdobych

kl. II gimnazjum

 


ROZBRYKANY STEFANEK”

Pewnego dnia urodził się cielaczek o imieniu Stefanek. Rodzice mówili na niego aniołek z różkami, bo był z niego niezły urwis i rozrabiaka. Gdy pierwszy raz poszedł na podwórko, zobaczył tam różne zwierzątka, które się od niego różniły. Były tam kury, kaczki, gęsi, gołębie i dużo innych zwierząt. Z początku trochę się przestraszył, a potem z wszystkimi się zaprzyjaźnił, bo był wesoły i koleżeński. Stefanek miał tam swoją paczkę, do której należały takie urwisy jak on. Gdy mama go wołała na obiad, nigdy nie miał czasu, bo zawsze był zajęty czymś innym, ale niczym dobrym, tylko wymyślaniem psot.

Gdy skończył cztery lata, to przyszła pora, żeby ten gagatek poszedł do szkoły. Z początku nie podobał mu się ten pomysł, bo po co się uczyć, lepiej psocić i rozrabiać. Pierwszy dzień w szkole wydał mu się nudny i nie mógł wysiedzieć spokojnie godziny w ławce. Najlepsze były powroty ze szkoły do domu, bo dzieci opowiadały sobie dowcipy i różne ciekawe historie. Stefanek z czasem polubił szkołę i naukę, nawet stał się bardzo dobrym uczniem. Postanowił, że gdy dorośnie, to poleci w kosmos odkryć nową planetę.

Minęło kilka lat i jego marzenie się spełniło. Gdy znalazł się w rakiecie, w której miał lecieć w podróż po galaktyce, wszystko wydawało mu się bardzo interesujące. Nagle spostrzegł ciekawą planetę, która kształtem przypominała łaciatą krowę. Wylądował na niej i ku jego zdziwieniu zamiast zielonych ludków zobaczył tam dużo cielaczków i krówek. Zwierzętom żyło się tam jak w bajce. Na łąkach rosła soczysta i zielona trawa, która była barwna od różnokolorowych kwiatów. Woda płynęła sobie w krystalicznie czystych potoczkach i strumykach, a na drzewach rosły soczyste owoce. Stefankowi żyło się tam dobrze, ale z czasem zaczął tęsknić za domem i rodziną, więc postanowił, że wróci na Ziemię. Po powrocie opowiedział wszystkim o swojej historii, jaka go spotkała na planecie Łaciata Krowa.


Paulina Wachowska

kl. IV szkoły podstawowej